Starszy brat. Paweł Goźliński, „Akan”

Koniec roku zamknąłem powieścią Akan – trzecią już (po Pożytkach z katorgiBronisława Piłsudskiego pojedynku z losem) książką, której bohaterem jest brat Naczelnika Józefa Piłsudskiego. Im więcej jednak o nim czytam, tym postać „króla Ajnów” fascynuje mnie bardziej niż postać największego (chyba) Polaka w historii.

Emocje z pierwszej ręki

Informacja o wydaniu nowej powieści Pawła Goźlińskiego zaciekawiła mnie niemal z marszu. Choć myślałem jednak, że po tegorocznej lekturze wspomnianych Pożytków z katorgiBronisława Piłsudskiego pojedynku z losem odetchnę trochę od tej postaci i wrócę do niej za kilka przynajmniej miesięcy. Nieopatrznie jednak zajrzałem do książki, najpierw na pierwszą stronę, potem na kilka kolejnych i… tak oto wciągnęła mnie aż do zakończenia. 

Niepotrzebne były też obawy o to, czy właściwa będzie forma powieści. Nie jestem przekonany do fabularyzowanych biografii i książek historycznych, ale w wypadku Akana rozczarowania nie było. Dzięki odarciu z szaty biografii i książki stricte historycznej, dostajemy pełne emocji opowieści o ludziach. Jak na tacy podaje się nam losy ludzi, których niemal przypadkowe zaangażowanie w nieudany zamach na cara skazuje na zsyłkę i zmienia życie raz na zawsze.

Za idealne niemal można uznać rozwiązanie, w którym losy głównego bohatera poznajemy w sporej części dzięki pierwszoosobowej narracji innej osoby. Szczególnie zaś, że na tym pierwszym planie widzimy postać tajemniczą, bezimienną, w której jednak szybko można rozpoznać Wacława Sieroszewskiego. Postać zasłużoną dla naszej historii, niemalże przecież legendarną i to nie tylko wśród tych, którzy zesłanie na katorgę połączyli z odkryciami naukowymi. I nade wszystko warto czekać do końca, by zobaczyć, jaki nagły zwrot akcji szykuje nam autor, gdy w jednym elemencie nagina prawdę, by połączyć ze sobą rzekomego narratora i bohatera.

Brat swojego brata

Statystyczny konsument historii rzadko kiedy wie, że Naczelnik Państwa miał w ogóle rodzeństwo, a szczególnie starszego brata. Z książki dowiadujemy się jak bliskie i skomplikowane były ich relacje, że życie „Bronisia” było naznaczone ciągłym kompleksem wobec „Ziuka”: 

Broniś przegrywa z nim zawsze i o wszystko, więc powinien się przyzwyczaić, że starszeństwo to nie przywilej, ale ciężar. To on jest ojcem, kiedy nie ma ojca, matką, kiedy matka znika w szpitalu, opiekunką do dzieci i gospodarzem, który musi pilnować rachunków i spławiać dłużników. A Ziuk? Matko Boska, Ziuczek, nasze złote dziecko! Kto by obciążał tę subtelną duszę przyziemnymi obowiązkami! Jemu wszystko przychodzi bez trudu. Nie uczy się, a wie. Nie ćwiczy, a potrafi.

Zaryzykowałbym twierdzenie, że to Bronisław, przedwcześnie zmuszony niefrasobliwością ojca do bycia de facto głową rodziny, stworzył Ziukowi warunki do tego, by stał się tym, kim zapisał się w historii Polski. Tak jakby roztaczał nad nim niewidzialny parasol, chroniący od trosk i potknięć. Wieczny chyba kompleks młodszego brata, zazdroszczenie tej łatwości z jaką szedł przez życie, nie sprawiły, by Bronisław przestał martwić się o jego los i choć trochę mniej tęsknił przez sachalińskie lata. Co zaś najważniejsze – by przestał się winić za to, że to z jego powodu rzekomo obaj trafili na syberyjskie mrozy. 

Wyspa bez uczuć

Podróż na Sachalin, miejsce zesłania, i pierwsze miesiące tam to prawdziwe piekło na ziemi. W pełni zgodny z najsłynniejszym chyba opisem tego miejsca, poczynionym przez Antonina Czechowa. Goźliński we wspaniały z resztą sposób stawia Bronisława na drodze Czechowa, pozwalając poczuć, że też jego świadectwo złożyło się na sławę przyszłego reportażu.

Czym Sachalin był dla zesłańców i jak należało próbować tam przeżyć, najłatwiej zrozumieć z dwóch krótkich wykładów, jaki Bronisław usłyszał od doświadczonych towarzyszy niedoli. Nie ma tu znaczenia, że dotyczy to prozaicznego wybierania odpowiedniego garnka do gotowania. Ma wybrać mały,

Bo będziesz gotować tylko tyle, ile sam zjesz. Nie będziesz dzielił się z nikim ani wyrzucał resztek. Przytakuje mu bez przekonania.– Jesteś tu sam. Rozumiesz? Nie licz, że jeśli ty się z kimś podzielisz, ktoś podzieli się z tobą. Zapomnij o miłości bliźniego, bo nie masz tu żadnych bliźnich. Są tylko wilki, które się biją o mięso, i suki do krycia.– Bluźnisz.– Ta wyspa cała jest bluźnierstwem. Jeśli stworzył ją jakiś Bóg, to strach się do niego modlić.

Słowa te są tak samo istotne, jak te dotyczące tego, by zapomnieć, że kiedyś miało się jakieś inne życie, gdzie daleko, przed Sachalinem, bo 

nie ma znaczenia, kim byłeś i za co cię zesłali. Tu wszystko zaczyna się od nowa. Wydaje ci się, że tam, po drugiej stronie, masz kogoś, kto na ciebie czeka, dla kogo będziesz żył. Ale i tak ich stracisz, już straciłeś. Jeśli wrócisz, będziecie dla siebie jak obcy ludzie. Więc lepiej przestań oglądać się wstecz, szkoda sił. Musisz urządzić się tutaj albo przepadniesz. Dla nich też, bo co im po żywym trupie, którego odesłał łaskawie Najjaśniejszy Pan?

Życie na dalekiej wyspie sprowadza się wyłącznie do tego, by przetrwać. A najlepszą drogą do tego jest przecież zapewnienie pożywienia i porzucenie marzeń, wspomnień i wszelkich nadziei. 

Król Ajnów

Wszystko odmienia się nagle i niepozornie, gdy Bronisława zaczynają interesować miejscowe ludy. Trochę z nudy, lekko podsycanej ciekawością człowieka z innego świata zaczyna poznawać język i zwyczaje, najpierw Gilaków, a potem Ajnów. Coraz bliższe związki, choćby z Indunem, młodym Gilakiem, pozwalają mu odnaleźć ponownie samego siebie:

W końcu zrozumiał, że ucząc Induna języka, w którym chłopak będzie mógł bronić praw swoich ludzi, sam buduje na nowo własną mowę. Odzyskuje słowa, które długo były dla niego zbędne albo zbyt bolesne, bo przypominały mu o tym, co stracił. Z Indunem nie tylko uczył się ich na nowo, ale także na nowo stwarzał ich sens. Żeby dobrze je wyjaśnić, musiał je oczyścić z historii i więzi, w których utknęły. Zejść głęboko do źródeł przekazu i zrozumieć, co teraz znaczą dla niego„rodzina”,„matka”,„brat”,„ojciec”,„szczęście”,„pragnienie”,„dotyk”,„ufność”,„troska”.

Stanie się dla Ajnów Akanem – starszym bratem, zajęło Bronisławowi wiele lat. Był człowiekiem, który objaśniał im świat. Starał się, by ten świat ich poznał i zaakceptował, by nie roztopili się we wrogim dla nich rosyjskim i japońskim żywiole narodowym. Oznaczało pełne niemal wcielenie do tego ludu, bo w końcu stał się jednym z nich, związał się Ciusammą, matką jego dzieci, których potomkowie są dziś ostatnimi Piłsudskimi na świecie.

Skoro było tak dobrze, to dlaczego się nie udało? Dlaczego musiał uciekać z wyspy? Przyznać trzeba Goźlińskiemu, że świetnie zabarwił emocjami rozdziały, które prowadziły opowieść do ostatecznego opuszczenia Sachalinu. I nie chodzi nawet o to, że opis grozy wojny odsuwa pojawiające się literaturze historycznej sensu stricto informacje o rzekomej „wstydliwej chorobie”, która doprowadziła do jego ucieczki.

Klęski

Bronisław przegrał. Im dalej jestem od lektury, tym bardziej dominuje we mnie to odczucie. Każdy oczywiście oceni sam, bo Akan to lektura warta uwagi i dokładnego studiowania. Nie da się jednak ukryć, że w końcu on sam przyznał przed sobą, że 

Wszystko, co pragnął ocalić, zostało daleko, za klifami, po drugiej stronie gór. Nadzieję też tam zostawił, już się nie przyda. Wyspa go pokonała. Odarła z tego, co miał, co czuł, co próbował kochać, i splunęła nim w morze. Znów jest nikim, jak trup i jak noworodek.

Nie odnalazł się w Polsce. Zarówno jeszcze tej formalnie nieistniejącej, gdzie jego brat był już żywą legendą walki o niepodległość. Także w tej już wolnej, gdzie mimo przeogromnej praktyki i wiedzy, odrzuciło go zgodnie całe środowisko naukowe. 

Tajemnica na koniec 

Poległ też na polu najważniejszym, osobistym. Tu jednak postawię kropkę. Zostawię Was z poczuciem niedosytu, a może i ulgą, że autor recenzji nie przesadził i nie zdradził zbyt wiele. 

W każdym razie o Maryni musicie przeczytać sami. Tak, o niej, bo to nawet nie o jego śmierć chodzi. Musicie poznać tajemnice i czasami zbyt późno odkryte prawdy. O ile są w ogóle jakieś prawdy, tak jak okazało się podczas kłótni z gilackim towarzyszem o to, kto śpiewał wtedy, gdy wszyscy w chacie zdawali się głęboko spać. 

– Skoro nikt nie kłamie, to muszą być dwie prawdy?
– Trzy, Akan.
– Ale dwie to już jest o jedną za dużo.
– Trzy, muszą być trzy. Moja jest, że spałem, twoja jest, że śpiewałem, a trzecia, że to wcale nie ja.
– Więc kto śpiewał?

Piotr, @p_e_t_ar

Paweł Goźliński, Akan. Powieść o Bronisławie Piłsudskim, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2019.

Jeśli znajdziesz błąd w tekście, daj nam znać! Po prostu zaznacz ten fragment tekstu i wciśnij Ctrl+Enter.

Podziel się z innymi