ok 3 minut zajmie Ci przeczytanie tego tekstuStefan Gawlikowski, „Bobby Fisher: obsesje geniusza”

Rok 1972. Reykjavik. Mecz o mistrzostwo świata w szachach. Tysiące sprzedanych biletów, miliony śledzące transmisje radiowe i telewizyjne. Nigdy wcześniej, ani już nigdy później (no może z wyjątkiem rywalizacji Karpow-Kasparow) Królewska Gra nie cieszyła się takim zainteresowaniem. Popularnością dorównywała innym sportom, jak tenis, czy koszykówka.

Nie doszłoby do tego, gdyby nie jeden człowiek, rywal Borysa Spasskiego w meczu, amerykańskie cudowne dziecko szachów – Robert James Fischer.

Jak to się stało, że szachy z amatorskiego sportu kawiarnianego tak radykalnie zmieniły się za sprawą urodzonego w 1943 roku, ekscentrycznego zawodnika? Dlaczego po osiągnięciu szczytu zniknął na 20 lat? Co skłoniło go do rozegrania rewanżu ze Spasskim w obłożonej sankcjami Serbii, przez co dla USA stał się przestępcą? Dlaczego w końcu jego specyficzne podejście do pracy, w którym perfekcjonizm przeplatał się ze zwykłymi fanaberiami, przerodziło się w chorą walkę ze spiskami. Najpierw komunistyczną zmową radzieckich szachistów, a później tajnym sprzysiężeniem Żydów i USA.

Na te pytania próbuje odpowiedzieć Stefan Gawlikowski w wydanej w 2017 roku przez wydawnictwo The Facto książce Bobby Fischer: obsesje geniusza.

Autor pisze z szachową precyzją, ograniczając się do faktów. Nie grzebie zanadto w życiu prywatnym Fischera, jak to bywa w modnych, sensacyjnych biografiach. O tym, co dzieje się poza szachowym stołem pisze tylko tyle, ile trzeba by wskazać jego wpływ na przebieg kariery sportowej.

Choć szachy są obsesją i całym życiem mistrza, Gawlikowski nie analizuje poszczególnych partii, zwraca uwagę na otoczkę zawodów, wyniki i prowadzone gry psychologiczne. Sprawia to, że czytelnik nie musi być zapalonym szachistą, by z zainteresowaniem przewracać kolejne stronice. Dla fanatyków gry wystarczy aneks, w którym przytoczono analizy kilku słynnych partii Fischera.

Wątków biografii jest wiele, ze szczególnym zainteresowaniem śledziłem dwa.

Po pierwsze starania bohatera książki o równouprawnienie szachów i szachistów z innymi sportami. O rzetelne przygotowanie warunków zawodów, zadbanie by graczy nie rozpraszała widownia, by szachownice były dobrze oświetlone, by w końcu zawodnicy również pod względem finansowym byli należycie wynagradzani. Nie bez powodu wielu szachistów nazywało Fischera „jednoosobowym związkiem zawodowym”.

Drugim interesującym zagadnieniem jest pożywka do rozwijania się paranoi i choroby wielkiego szachisty. Łatwo go potępiać, jednak nie zawsze poczucie bycia ofiarą było bezzasadne. Wypada wspomnieć między innymi inwigilowanie matki Fischera przez FBI, czy aresztowanie i przetrzymywanie arcymistrza nagiego w areszcie przez policję w Pasadenie, tylko za to, że bujnym zarostem przypominał ściganego przestępcę. Działania ZSRR z kolei najlepiej opisał znany dysydent Wiktor Bukowski w przedmowie do „Antyszachów” Wiktora Korcznoja:

Takie pojęcie jak »uczciwa gra« nie ma prawa bytu w ZSRR, gdzie wszystko jest polityką – sztuka, nauka, czy też sport. Każde osiągnięcie jest dowodem wyższości socjalizmu. Każda klęska – to cios zadany jej prestiżowi. Człowiek, który próbuje bronić swojej niezależności, nieważnie w jakiej sferze, czy w jakiej sytuacji – uznany zostaje za wroga całego państwa. Cała potęga Związku Sowieckiego, cały jego aparat, natychmiast mobilizują swe siły do walki z tak zuchwałym śmiałkiem. I już od początku czeka go nierówna walka jednostki przeciwko systemowi. Wszystkie metody są dozwolone – byleby tylko zniszczyły oponenta.1

Takich wątków w biografii Bobby Fischera Stefan Gawlikowski porusza znacznie więcej. Dlatego książkę polecam nie tylko szachistom.

1.  Władimir Bukowski, „Przedmowa”, w: Wiktor Korcznoj, Antyszachy, przeł. Przemko Maria Grafczyński, wyd. Panda Press London-Lublin, 1990, s. 7.

Stefan Gawlikowski, Bobby Fisher: obsesje geniusza, wydawnictwo The Facto

Agatokles, @Agatokles

Oceń ten wpis!