Urok tajemnic i magia zła, czyli “Stranger Things” do czytania

Serial Stranger Things nawiązuje do najlepszych produkcji popkulturowych lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku (ależ to brzmi dostojnie) i do twórczości takich tuzów jak Stephen King, Steven Spielberg, John Carpenter, Rob Reiner, George Lucas, Ridley Scott, James Cameron. Przebojem zdobył serca widzów i nawet krytycy chwalili. Premiera odbyła się w lipcu 2016 roku i sukces był tak oczywisty, że Netflix zamówił drugi sezon serialu w dniu premiery pierwszego odcinka. Trzeci sezon pojawił się w tym roku, czwarty jest zapowiadany i wcale nie ma pewności, czy producent oraz scenarzyści a zarazem reżyserzy, bracia Dufferowie na tym poprzestaną.

Historia jest tak bogata i stwarza tak wielkie pole do popisu, że najwyraźniej twórcom trudno jest się oprzeć. Do ich grona dołączyli literaci. Bo niby dlaczego opowiadać fascynujące historie tylko za pośrednictwem jednego medium? Powstaje multimedialne uniwersum Stranger Things.

Znajome zło, czyli przepis na uniwersum

Motywy pojawiające się w Stranger Things nie są ani nowe, ani oryginalne. Przeciwnie są oswojone, dobrze znane, ale tajemnice pozostają tajemnicami. Rozwiązań proponowano wiele i żadne z nich nie jest decydujące. Ciągle pozostało sporo miejsca na spekulacje. 

Czym jest ten drugi mroczny świat? Odbiciem naszej rzeczywistości w krzywym zwierciadle, jej uzupełnieniem, jej ponurą parodią? Czy świat odwrócony do góry nogami jest związany z naszym światem, czy są od siebie zależne, czy się przenikają? Istoty żyjące po tamtej stronie chcą nas pożreć, skrzywdzić? Czy jest możliwa komunikacja między tymi dwoma wymiarami? A może wcale nie dwoma? Może jest ich więcej? Może to inny czas, a wymiar ten sam? Demogorgon jest innym wcieleniem tej samej paskudnej istoty co xenomorfy z Obcego… i przeróżne straszydła z legend?

Porywacze dzieci doczekali się wielu wersji. Porywają nie tylko te niegrzeczne, ale też całkiem niewinne. Bo Zło to Zło, nie potrzebuje powodu, żeby być złe. To jasne jak słońce, bo to stały element kultury.

Zaletą takiego oswojenia z dziwnymi tematami jest ogromna swoboda dla twórców w podtykaniu nam kolejnych wersji, wariacji, tematów pokrewnych oraz całkiem zwariowanych, które wchłaniamy jako zjawiska naturalne i oczywiste dla danego świata. Nie pukamy się palcem w czoło, kiedy słyszymy o zmuszaniu ludzi do udziału w najdzikszych eksperymentach pseudonaukowych pod cichą osłoną organizacji rządowych, bo temat jest znany od dawna. To jedna z najpopularniejszych teorii spiskowych. Widzieliśmy sporo filmów, czytaliśmy sporo książek. Ba! Nawet wiemy, że czasach zimnej wojny ZSRR i USA konkurowały ostro między sobą na tym polu. Eksperymenty z LSD, elektrowstrząsami i licho wie czym wstrzykiwanym, połykanym i wcieranym stanowią przecież znany wstęp do „naukowej” hodowli super żołnierza. Gdyby kosmici ze strefy 51  byli potrzebni w uniwersum Stranger Things, to bez trudu znaleźliby tam miejsce.

Przepis jest następujący: Weź kilka zdarzeń prawdziwych, od biedy wystarczy jedno, dobrze znane, najlepiej historyczne. Urabiaj w nich swoich bohaterów. Dosyp garść plotek, teorii spiskowych, dobrze utrzyj, podlej sosem grozy, nakryj przykrywką i doprowadź do wrzenia.

Mroczne umysły

Tak powstała fabuła Mrocznych umysłów Gwendy Bond. Jest to książkowy prequel serialu. Bohaterami są nastolatki, tłem historycznym wojna w Wietnamie, Złym doktor Brenner władający rządowym ośrodkiem prania mózgów. Tak, ten sam doktor Brenner, który ściga swoją wychowankę Nastkę i bardzo chciałby dowiedzieć się więcej o Drugiej Stronie. W książce jego przeszłość poznajemy nieco dokładniej. Tu nie ma zdziwienia ani rozczarowania. Jak był czarnym charakterem, tak nim pozostał. Natomiast więcej dowiadujemy się o Terry Ives (mamie Nastki), jej chłopaku, który bez sensu zginął w Wietnamie i nie zdążył się dowiedzieć, że zostanie tatą, ich przyjaciołach, marzeniach. I o odwadze, bo podjęli walkę z Brennerem, za którym stała przecież bezduszna machina władzy. Dzięki Mrocznym umysłom poznajemy także lepiej specyficzne talenty Nastki. Tajemnica częściowo się rozwiewa, choć nadal nie wiadomo skąd te talenty się wzięły. Dla całej historii jest to nieistotne.

W pewnym sensie powieść Mroczne umysły jest swoistym odzwierciedleniem pierwszego sezonu serialu, z tą tylko różnicą, że jej bohaterowie są nieco starsi. Przyjaźń, marzenia, lojalność, odwaga są uniwersalne. Świat serialu i powieści łączą się płynnie. Rozpoznajemy znane nam postaci, nowe wpuszczamy do świadomości bez oporu, bo wzbogacają tę historię.

Ciemność nad miastem

Nieco inaczej, ale również w podobnej konwencji zbudował opowieść Adam Christopher w Ciemności nad miastem. Tu również poszerzamy uniwersum Stranger Things i dowiadujemy się więcej o znanych nam bohaterach. Poruszamy się w dwóch strefach czasowych: między rokiem 1984, w którym szeryf Hopper spędza pierwsze święta Bożego Narodzenia z Nastką, a retrospekcją z roku 1977, kiedy pracował jako detektyw w Nowym Jorku. Retrospekcją wyciągniętą trochę przypadkiem przez Nastkę wraz z pudłem znalezionym w piwnicy i podpisanym Nowy Jork.

Nastka zadaje pytania. Hopper przełamawszy początkowy opór, uznaje, że choć historia jest brutalna, to można ją opowiedzieć dziewczynce, która i tak już z niejednego pieca jadła chleb. Wie o wojnie w Wietnamie. Także o tym, że sama zniszczyła życie wielu ludziom. O rządowych agencjach pseudonaukowych również. Czy inna nazwa coś zmienia? Agencja to agencja. Czy Demogorgon jest bardziej przerażający od ludzkiego potwora kierującego gangiem, a właściwie sektą? Czy dzielnica na peryferiach Nowego Jorku przejęta przez tę sektę nie jest przypadkiem Drugą Stroną? A ludzie nią władający nie żyją w równoległym, mrocznym świecie połączonym z naszym? Ta historia opowiedziana w jedną, świąteczną noc mogłaby z powodzeniem funkcjonować jako zupełnie niezależna. 

Jeśli ktoś nie zna serialu, to przeczyta po prostu dwie historie. Jeśli zna, to dowie się więcej. W całym uniwersum Stranger Things pozostaje wiele zagadek, pytań, na które nie poznaliśmy jeszcze odpowiedzi. I choć w popkulturze, różnych filmach, powieściach, miejskich legendach znalazłoby się kilka propozycji, to miejmy nadzieję, że wyobraźnia twórców nie kończy się na nich, bo temat ciągle inspiruje.

Ewa Pfeifer, @ewapfeifer
Redakcja dziękuje wydawcy za udostępnienie egzemplarzy do recenzji.

Gwenda Bond, Stranger Things. Mroczne umysły, przeł. Paulina Braiter, Wydawnictwo Poradnia K, 2019

Adam Christopher, Stranger Things. Ciemność nad miastem, przeł. Paulina Braiter, Wydawnictwo Poradnia K, 2019

Jeśli znajdziesz błąd w tekście, daj nam znać! Po prostu zaznacz ten fragment tekstu i wciśnij Ctrl+Enter.