Tomás González, „Trudne światło”

Było sobie życie…

„To jest miejsce najniższe. W każdy z kamieni
uderza woda
i każde z nich, kamień i woda, płyną razem,
tworząc ową formę, która nie ma imienia,
bo właśnie tam kończą się słowa”1Tomás González, „Trudne światło”, przeł. Marta Szafrańska-Brandt, Znak, 2018, s. 203.

Często narzekamy, że nasze życie nie układa się tak jakbyśmy sobie tego życzyli. Łatwo zapominamy o tym, co pięknego nas w życiu spotkało gdy tylko nadchodzi trudny okres. A przecież bywają w nim chwile nie tylko mroczne, ale i jaśniejące szczęściem i radością. Warto o nich pamiętać w chwilach zwątpienia, bo pomagają przetrwać, czerpać siły do walki z przeciwnościami i podtrzymują w nas wiarę w sens istnienia. Tylko śmierć stanowi granicę, która unieważnia wszystko.

Bohater powieści kolumbijskiego pisarza Tomása Gonzáleza „Trudne światło” Dawid ma siedemdziesiąt osiem lat. Przeżył wiele pięknych chwil, cieszył się miłością i zrozumieniem bliskich, zdobył uznanie jako malarz. Nie brak było w jego życiu chwil trudnych, które mogłyby doprowadzić do jego załamania: śmierć odebrała mu najpierw syna, potem żonę, a choroba oczu uniemożliwiła malowanie. Zanim całkowicie zatrą się kontury widzianego przez niego świata –  zawsze będzie widział jakieś światło – postanawia opisać najczarniejszy dzień w swoim życiu, dzień, w którym wraz z rodziną oczekiwał na śmierć swego syna. Oczekiwanie było tym trudniejsze, że decyzja o odejściu została podjęta świadomie przez cierpiącego mężczyznę. Wydawałoby się, że będzie to opowieść pełna tragizmu i rozbuchanych emocji. Nic z tych rzeczy.

Dawid zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest w stanie opisać nie tylko tego, co działo się we wnętrzu każdej z uwikłanych w tę historię postaci, ale i tego, co działo się w nim samym. Modeluje więc słowa tak, by stały się zapisem tego, co pewne – prozaicznych czynności, którym oddawali się w ciągu tych bolesnych dwudziestu czterech godzin bliscy i przyjaciele. Każda z tych postaci radzi sobie z bólem i lękiem inaczej, i choć tak naprawdę trudno się nim dzielić i każdy zmaga się ze swym piekłem sam, to starają się pomóc sobie nawzajem jak tylko potrafią. To był dla nich czas najtrudniejszej próby, która wymagała ogromnej empatii i umiejętności przezwyciężenia własnych egoistycznych pragnień. Wielkiej trzeba było miłości by nie tylko pogodzić się z decyzją syna/brata/przyjaciela o ostatecznym rozstaniu, lecz również wspierać go w sytuacji, w której wydawałoby się wszyscy bliscy powinni byli starać się odwieść młodego mężczyznę od podjętej decyzji. W zapiskach Dawida dominuje pamięć o wzajemnej życzliwości i trosce, którą wszyscy sobie okazywali w tych ponurych chwilach; ból, którego nie da się opisać wyłania się spoza słów i jest daleko bardziej wymowny.

Widmo naznaczonego śmiercią ukochanego syna dnia płynnie splata się z opowieścią o przeszłym i obecnym życiu Dawida. Nie brak w nim barwnych postaci opisanych często z humorem i uśmiechem. Mimo tylu tragicznych przejść Dawid nadal potrafi spoglądać na życie z zachwytem i dostrzegać jego piękne strony; opowieść staje się, nie zapisem tragedii, ale swego rodzaju hymnem na cześć życia. Z mroku wyłania się światło.

„Do tej pory miałem dobre życie. Poznałem drugą stronę bólu, jego drugi brzeg, i wydawało mi się, że za pomocą farb olejnych i pigmentów sięgałem czasem nieskończoności. Czego więcej może oczekiwać człowiek?”2Tamże, s. 204.

Hanka, Okres ochronny na czarownice

Tomás González, Trudne światło, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak