Tomasz Sawczuk, „Nowy liberalizm. Jak zrozumieć i wykorzystać kryzys III RP”

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Do pozytywów rządów Prawa i Sprawiedliwości z czystym sumieniem mógłbym zaliczyć pewne pobudzenie intelektualne w rodzimej myśli politycznej. Zaskutkowało ono wydaniem na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy kilkoma wartymi uwagami pozycjami. Na łamach readlist.pl pisałem już na temat Nowego autorytaryzmu Macieja Gduli (tekst możecie przeczytać tutaj) i Wyjścia awaryjnego Rafała Matyi (do przeczytania tutaj). Dziś do tego grona dołącza, niejako je uzupełniając, esej Nowy liberalizm autorstwa Tomasza Sawczuka, publicysty Kultury Liberalnej.

Nie bez przyczyny wymieniłem powyżej wszystkie trzy pozycje. Mamy w nich bowiem omawiane całe spectrum postaw politycznych: Maciej Gdula pisze o i do lewicy, Rafał Matyja szuka recepty dla konserwatyzmu (choć na pierwszy rzut oka nie tylko), a Tomasz Sawczuk zajmuje się tym nieszczęsnym liberalizmem. Praca Tomasza Sawczuka składa się z trzech części oraz dodatku z kilkoma artykułami polemicznymi do innych publicystów1Waszej szczególnej uwadze polecam polemikę z Tomaszem Listem, kapitalny kawałek publicystyki..

Na szczególną uwagę zasługuje część pierwsza, która jest kronikarską próbą zrelacjonowania działań Prawa i Sprawiedliwości od objęcia władzy w 2015 roku. Sawczuk nie odmawia Prawu i Sprawiedliwości wyższego celu. Wręcz przeciwnie, analizując rządy PiS, bierze pod uwagę ich dążenie do budowy nowej tożsamości społecznej. Zdaje się, że mniej przychylny rządzącym jest Rafał Matyja, który w swoim eseju odmawia takiej motywacji rządzącym. Tylko dzięki niej jednak, mówi Sawczuk, nabiera sensu rozdarcie PiSu między koserwatyzmem a rewolucją. Sawczuk zwraca również uwagę na intelektualne oparcie takiej postawy. Możemy odnaleźć ją w myśli Ryszarda Legutki i Andrzeja Zybertowicza (w końcu obaj związani są z Prawem i Sprawiedliwością).

Część druga stanowi diagnozę polskiego liberalizmu. Tomasz Sawczuk nie gryzie się w język i wytacza przeciwko niemu potężne działa. Liberalna opozycja, mówi, powinna przemyśleć się na nowo, a co za tym idzie – zastanowić się, czemu ma służyć wygrana z PiSem? Ale zanim to nastąpi, konieczna jest refleksja, która pozwoli liberałom zrozumieć, że zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości w 2015 roku to nie był zwyczajny przypadek, a kryły się za nim realne problemy. Machnięcie na to ręką nie pomoże pokonać PiSu. Ponadto, refleksja taka powinna prowadzić do sformułowania pozytywnego programu, który nie będzie się ograniczał do pewnej reakcji wobec rządów PiS. Innymi słowy: liberałom potrzebny jest atrakcyjny, pozytywny przekaz.

I tu jest pies pogrzebany, pisze Sawczuk, opozycja nie zadała sobie bowiem pytania o to, w jakim właściwie przedstawieniu bierze udział.

Pokonać PiS to za mało. Ostatecznie nie chodzi o to, aby zmienić władzę, lecz o to, aby uczynić Polskę lepszym miejscem do życia. Opozycja powinna ustawić w centrum nie Prawo i Sprawiedliwość, ale samą demokrację. Udzielić na kryzys odpowiedzi lepszej od populistów, ale nie polegającej na obronie status quo. Powinna przekształcić “lud” w ludzi – i zaprosić ich do współtworzenia świata liberalnej wyobraźni.

I w gruncie rzeczy właśnie sposobom na to poświęcona jest trzecia część książki. Chciałbym poświęcić trochę więcej miejsca właśnie tym rozważaniom. Aby jednak zrozumieć motywację Sawczuka, należy przywołać te praktyki polskiego liberalizmu, które zgotowały nam ten los.

Co się stało?

Pierwszy zarzut dotyczy zawężenia pojęcia liberalizmu do, publicystycznie mówiąc, neoliberalnych praktyk. Liberalizm w III RP cierpiał na trzy podstawowe schorzenia: antypolityczność, ekonomizm oraz brak samodzielności. Już tutaj należy upatrywać przyczyn dojścia do władzy Prawa i Sprawiedliwości – liberałowie bowiem na gruncie swoich dotychczasowych praktyk politycznych nie potrafili przeciwstawić się zmianie reguł gry, a także zmianie boiska, na jakim ta się toczyła.

Weźmy taki przykład: Prawo i sprawiedliwość przedkładając politykę nad prawo, zakwestionowało cały system zasad, na którym opierała się III RP, uznając go za formalną fasadę ukrywającą niesprawiedliwość, pisze Sawczuk. I zaraz dodaje:

kiedy praworządność przegrywa z żądaniem zadośćuczynienia sprawiedliwości, a populiści wykorzystują dostępne reguły w imię realizacji antyliberalnych celów, trzeba przeciwstawić im nie większe posłuszeństwo wobec reguł, lecz lepsze polityki.

Ale co mają owe lepsze polityki znaczyć? Nasz liberalizm popadł w zgubne samozadowolenie. Cezurą jest tutaj (i jest to wspólna myśl Sawczuka i Matyi, choć Rafał Matyja wprost jej w swoim eseju nie wypowiedział) rok 2004 i wejście Polski do Unii Europejskiej. Owo zgubne samozadowolenie oparte jest (było) na apologii istniejącego stanu rzeczy. Oto bowiem po 1989 roku w polskiej polityce zawsze istniał cel: gonienie Zachodu, wejście do NATO, wejście do UE. W momencie, gdy te cele zostały już zrealizowane2Oczywiście pierwszy cel w ograniczonym stopniu, nie ma to znaczenia, bowiem nie wpływało to na dobre samopoczucie polskiego liberała, liberałowie osiedli na laurach.

Wówczas w polskiej polityce dokonało się nowe otwarcie, tak jak stało się to w roku 1989 w przypadku świata zachodniego. Był to moment, w którym znikł strategiczny punkt orientacyjny, w odniesieniu do którego należało organizować ogólne cele polityki.

Liberałowie w tym momencie, mówi Sawczuk, popadli w tryumfalizm i stracili czujność. W konsekwencji liberałowie przeszli do defensywy. W takim przypadku wystarczy, że status quo przestane być powszechnie akceptowane, aby liberałowie pozostali bezbronni. I to się właśnie stało w 2015 roku.

Co teraz?

Teraz? Teraz wystarczy tylko zmienić liberalizm. “Problemem” polskiego liberalizmu było, że – po pierwsze – kształtował się pod wpływem antykomunistycznej krytyki gospodarki planowej, a po drugie – czerpał z najpopularniejszego w danym momencie leitmotivu liberalizmu, czyli przedrostka “neo-“. Liberalizm został sprowadzony do formy naiwnej apologii wolnego rynku. Prowadziło to do obserwacji całokształtu stosunków społeczno-politycznych przez pryzmat ekonomii. Konsekwencją takiego ujmowania spraw jest teza o szkodliwości aktywnego państwa i podatkach, które są niczym innym, jak kradzieżą i karą za pomysłowość. Zdaniem Sawczuka, należy ostatecznie porzucić irracjonalne umiłowanie wolnego rynku na rzecz całkowicie pragmatycznego podejścia do gospodarki. Zadaniem liberalizmu jest wolność człowieka, nie zaś wolność rynku.

Uwielbiam przy piwie rozmawiać o filozofii politycznej. Czytając Nowy liberalizm czułem się właśnie, jakbym spędzał tak każdy wieczór. I tym samym jestem winny Tomaszowi Sawczukowi piwo. Click To Tweet

A więc pragmatyzm. A jak pragmatyzm, to powinny nam przyjść do głowy dwa nazwiska: John Dewey i Richard Rorty. Co ten pragmatyzm miałby jednak oznaczać? Odejście od rynkowego dogmatyzmu związane jest z pewną równościową korektą, która w świadomości publicznej pojawiła się po wybuchu kryzysu 2008 roku, a w sferze idei istniała już co najmniej od 40 lat. Znamy ją jako komunitarystyczną korektę liberalizmu. Korekta ta spowodowała reinterpretację koncepcji Johna Rawlsa. W konsekwencji na pierwszym planie nie stawiamy już Wielkich Słów, a małe dobre praktyki. Liberalizm ma się stać polityką przyjemności i twardo stąpać po ziemi. Ma wychodzić nie od abstrakcyjnych reguł, a od potrzeb społeczności.

Potrzeby te formułowane są publicznie w toku otwartej i demokratycznej dyskusji. Nasz nowy liberalizm ma więc mieć lokalny i konwersacyjny charakter. Ma się opierać na konsensusie i jako taki ma go cechować przygodność. Musimy pamiętać, że konsensus nie jest wieczny. Jest to kolejna zaleta nowego liberalizmu – jako że nie jest z definicji neoliberalną, indywidualistyczną ideologią, odporny jest na większość zarzutów komunitarystów. Również konserwatyści nie mogą mu zarzucać wrogości tradycji, która – jeśli w takim liberalizmie wystąpi – nie będzie miała uniwersalistycznego, dogmatycznego podłoża, a jedynie przygodne i konsensualne.

Nasz nowy liberalizm to liberalizm pragmatyczny. Oby takiego jak najwięcej.

Filip, @smootnyclown

Tomasz Sawczuk, Nowy liberalizm. Jak zrozumieć i wykorzystać kryzys III RP, wydawnictwo Kultura Liberalna

PS. Na koniec muszę sobie pozwolić na odrobinę prywaty. Otóż czytając Nowy liberalizm zachwycony byłem ilością przywołań filozofów politycznych, których czytałem całą młodość i wczesną dorosłość. Na kartach książki – szczególnie w tej teoretycznej części3Tak naprawdę to również część praktyczna, nie ma nic lepszego, niż płynne wplatanie teorii filozoficznych w nasze praktyki społeczne i polityczne. – co i rusz spotykamy Richarda Rorty’ego, Johna Gray’a, Johna Rawlsa, Johna Dewey’a, Stanley’a Fisha, Thomasa S. Kuhna, Chantal Mouffe, Jurgena Habermasa i jeszcze wielu innych Wpływ pierwszej dwójki jest szczególnie widoczny. Mam znajomego, z którym od czasu do czasu spotykamy się w barze na piwie i cały wieczór dyskutujemy o filozofii politycznej. Niektórzy na piwie rozmawiają o Legii (nie rozumiem), inni o kobietach (nie rozumiem), a ja uwielbiam przy piwie rozmawiać o filozofii politycznej. Czytając Nowy liberalizm czułem się właśnie, jakbym spędzał tak każdy wieczór. I tym samym jestem winny Tomaszowi Sawczukowi piwo.