Wanda Brzeska, Sprawa Gminy Ceynowy

Niemała bieda zdarzyła się była w domostwie rybaka Jana Kąkola w Chałupach, — to jest, poprawdzie, w Ceynowie, — na Helu. Tak Stefan Żeromski rozpoczyna w swoim Wietrze od morza rozdział “Czarownica”. O co chodzi?

W 1836 roku, gdy Chałupy nosiły jeszcze miano Ceynowa, doszło tam do śmierci kobiety posądzonej o uprawianie czarów. Pierwsze skojarzenie to spalenie na stosie. Jednak były i inne metody. W tym przypadku – jak przystało na osadę rybacką – do śmierci doszło podczas próby wody, czyli “pławienia”.

To, ostatnie takie odnotowane na naszych ziemiach, wydarzenie aż prosi się o literackie oprac owanie. Wyzwanie podjęła Wanda Brzeska w swej powieści “Sprawa gminy Ceynowy”,  wydanej, w 1938 roku (później nie wznawianej). Udało się jej to całkiem nieźle, skoro zdobyła wyróżnienie w konkursie wydawnictwa Św. Wojciecha w konkursie literackim.

W powieściach, w których z góry znamy zakończenie, pisarz wykazać musi się w inny sposób. Zdawała sobie z tego sprawę autorka “Sprawy…”. Ambitne zamierzenia opisała na obwolucie wydanej książki:

Ciche bogobojne życie wioski przeobraża się niespodziewanie, gdy człowiek obcy, nie związany żadną misją z regionem wkracza z zewnątrz w sprawy gminy i dla własnych prywatnych korzyści kieruje instynkt solidarności społecznej ku zbrodni. I wówczas z nieubłaganą logiką dokonuje się przeznaczenie na miarę klasycznej tragedii, która w krąg fatalny zamknęła trzy istnienia ludzkie wzajem od siebie uzależnione i wydane społem na zatratę. Sama fabuła rozbudowana jest w oparciu o studia psychologiczne, badania folklorystyczne i impresje terenowe.

Rezultaty badań folklorystycznych uwidaczniają się w szczegółowym opisywaniu życia codziennego mieszkańców, ich sprzętu rybackiego i przede wszystkim prowadzeniu dialogów po kaszubsku (załączono słowniczek z trudniejszymi wyrazami). Impresje terenowe pozwoliły przedstawić bez zarzutu topografię miejsca wydarzeń. Studia psychologiczne połączone z socjologicznymi dały asumpt do rozważań, jak to się dzieje, że gromada obraca się przeciw kobiecie będącej jej częścią. Czy rzeczywiście jest to wynik tylko manipulacji zewnętrznej? Czy opamiętanie musi przyjść zbyt późno? Jak stwierdził jeden z bohaterów: “Jo, jo! Tak doch nie miało bec!”. Autorka nie daje jednoznacznej odpowiedzi.

Gdyby nie wspomniane obserwacje psychologiczne, “Sprawę…” uznałbym za lekturę tylko dla regionalistów i kolekcjonerów wszystkiego, co ma związek z czarami. A tak, z czystym sumieniem mogę polecić wszystkim.

Agatokles, @Agatokles

Oceń ten wpis!