Zbrodnia i kara – Nikki Meredith, „Ludzkie potwory”

Lubimy czytać kryminały. Oczywiście nie wszyscy, stwierdzenia takie zawsze opierają się na pewnym uogólnieniu. To uogólnienie jest jednak nieistotne – kryminały od wielu już lat regularnie trafiają na listy bestsellerów. Lubimy czytać o winach i detektywach, o zbrodniach i karach. Lubimy czytać kryminalne fabuły, lubimy oglądać horrory rzekomo „oparte na prawdziwych wydarzeniach”. Intrygujące, że dokumenty nie cieszą się już tak wielkim zainteresowaniem. 

Ktoś się może obruszyć, że przecież co, jak co, ale Polska reportażem stoi. Do pewnego stopnia pewnie tak. Ale nie wmawiajcie mi, że reportaże (ogółem) mogą się równać pod względem sprzedaży z literaturą popularną. Nie mogą. Być może zresztą nie powinny próbować się równać. Nie jest to miejsce na te rozważania.

Zastanawiałem się nad tym przy okazji lektury książki Nikki Meredith Ludzkie potwory. Nie jest to typowy reportaż, ani biografia. Meredith zajmuje się konsekwencjami morderstw, do których doszło w pierwszej połowie sierpnia 1969 roku w Stanach Zjednoczonych. W dwie kolejne noce doszło do dwóch makabrycznych zbrodni, w jednej z których m.in. zamordowano ciężarną żonę Romana Polańskiego, Sharon Tate. 

Konsekwencje zbrodni

Morderstwa te, dokonane przez rodzinę Charlesa Mansona, długo nie czekały na karę. Członkowie rodziny trafili pod sąd i zostali skazani. Wśród skazanych znalazły się Patricia Krenwinkel i Leslie Van Houten i to na nich swoją uwagę skupia Meredith. Utrzymywała z oboma więźniarkami kontakt przez ponad dwadzieścia lat. Przeprowadziła również wiele rozmów z innymi członkami rodziny Mansona.

Efektem tego wieloletniego zaangażowania Nikki Meredith jest sążnisty tom, w którym autorka stara się nie tylko podsumować swoją znajomość ze skazanymi. Szuka również przyczyn, które spowodowały, że ich życie skręciło w tym, a nie innym kierunku. Wreszcie przygląda się społeczeństwu i temu, czy i jak zmieniło się postrzeganie zbrodni po kilkudziesięciu latach od tego makabrycznego lata.

Meredith prowadzi kilka przeplatających się wątków. Współczesny, w którym śledzimy jej obecną znajomość z więźniarkami (w przypadku Leslie Van Houten wręcz przyjaźń) oraz stosunki z prokuratorem, który sprzeciwiał się warunkowemu zwolnieniu z więzienia obu skazanych. Biograficzny, w którym autorka psychoterapeutycznie wręcz powraca do swojej młodości, dorosłości i rodzicielstwa. Wiele miejsca poświęca na analizę swojego stosunku do córki i do relacji, jaka je łączy. Trzecim wątkiem jest retrospekcja do wydarzeń sprzed zbrodni. Meredith stara się przyjrzeć, jak doszło do tego, że dwie młode dziewczyny wstąpiły do sekty i dokonały tak makabrycznych zbrodni.

Autorce z pewnością nie można odmówić lekkości wywodu. Ludzkie potwory czyta się naprawdę znakomicie i uwierzcie mi, nie zaczynajcie jej czytać, jeśli macie coś ważnego do zrobienia. Zapomnicie o całym świecie. Przeplatanie wątków autobiograficznych wbrew pozorom wcale nie służy temu, by pokazać, jak bardzo od morderców (morderczyń), ale by pokazać, jak cienkie mogą być granice między spokojnym życiem klasy średniej, a otchłanią niewyobrażalnych zbrodni.

Dwie kobiety

Nie wszystko jednak w książce zagrało. Wbrew tytułowi książka nie dotyczy kobiet Mansona.  Bohaterki książki są dwie: Leslie Van Houten, kobieta Mansona i Nikki Meredith, jej rozmówczyni. Cała reszta jest na dalszym planie. Patricia i Susan (przyjaciółka Nikki Meredith z młodości, która wstąpiła do sekty Mansona i „rekrutowała” dla niego inne kobiety) pełnią rolę, jeśli nie statystek, to bohaterek drugoplanowych. Książka jest relacją z rodzącej się przyjaźni pomiędzy Nikki i Leslie. Drugi nadmiernie wyeksploatowany wątek związany jest z życiem Nikki Meredith i jej rodzicielstwem. Słowo daję, w niektórych momentach odnosiłem wrażenie, że czytam autobiografię. 

W końcowych partiach książki na pierwszy plan wysuwa się walka o wcześniejsze wyjście z więzienia w związku z wnioskami, jakie obie więźniarki regularnie składają. Z perspektywy ostatnich stronic zdaje się, że książka miała dwa dodatkowe cele: pierwszy terapeutyczny, związany z próbą usprawiedliwienia się autorki z odmowy wsparcia Patrici Krenwinkel w staraniach o przedterminowe zwolnienie, a drugi – „propagandowy”, służący wsparciu w tych wysiłkach Leslie Van Houten.

Wątek, na który najbardziej liczyłem, czyli owa banalność zła, nie wybrzmiał tak głośno.

Filip, @smootnyclown

Nikki Meredith, Ludzkie potwory. Kobiety Mansona i banalność zła, przeł. Maciej Kositorny, Wydawnictwo Czarne, 2019.

Redakcja dziękuje wydawcy za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Jeśli znajdziesz błąd w tekście, daj nam znać! Po prostu zaznacz ten fragment tekstu i wciśnij Ctrl+Enter.

Podziel się z innymi