Złamane życiorysy. „Błoto słodsze niż miód” Małgorzaty Rejmer

Są książki, które, choć świetnie napisane, czyta się z trudem. Obrazy wyłaniające się zza słów nie dają o sobie zapomnieć i przejść do kolejnych stron. Czają się pod powiekami nie pozwalając na wymazanie z pamięci. Wtedy trzeba przerwać czytanie. Poczekać, aż codzienne życie zaleje nieprzyjemne obrazy odpowiednią porcją zwyczajności. Miałam tak z najnowszą książką Małgorzaty Rejmer o Albanii. Niech Was to jednak nie zniechęci, bo Błoto słodsze niż miód to najlepszy reportaż, jaki przeczytałam w 2018 roku.

Nie było też innej książki, na której wydanie w minionym roku tak bardzo czekałam. Małgorzacie Rejmer, której kilka tygodni temu przyznany został Paszport Polityki, kibicuję od kilku lat. Wydana w 2013 roku książka reporterska Bukareszt. Kurz i krew o komunistycznej przeszłości i niewesołej teraźniejszości Rumunii zachwyciła mnie. Urzekł mnie sposób, w jaki pisarka wykorzystuje poetycki styl w reportażu (czyż podobnie nie pisał Ryszard Kapuściński?). Metafory, porównania, opisy w Bukareszcie porwały mnie od pierwszych stron. W Błocie słodszym niż miód pióro pisarki jest jeszcze lepsze.

Miejmy nadzieję, że na kolejną książkę Małgorzaty Rejmer o Albanii, tym razem współczesnej – Czekają nas piękne dni – nie przyjdzie nam już długo czekać – premiera zapowiadana jest na przyszły rok.

Ojciec latami próbował nie rzucać cienia. Cokolwiek by powiedział, trafiłby za kratki, z taką historią rodzinną za jedno nierozważne słowo dostałby dwadzieścia lat. Więc żeby przetrwać, oduczył się mówić.

Znane są nam potworne komunistyczne reżimy, słyszeliśmy o Stalinie, o Ceausescu, ale ilu z nas słyszało o cierpieniach Albańczyków pod rządami Envera Hoxhy? W najlepszym razie słyszeliśmy o tym, że był to kraj zamknięty, ale nikt nie wdawał się w szczegóły. Książka Rejmer zapełnia tę białą plamę w naszej zbiorowej pamięci.

Największą wartość reportażu stanowi fakt, że jego bohaterowie wreszcie zostali wysłuchani. W ich kraju nikt już nie chce słyszeć o przeszłości. Autorka podeszła do pracy z pełną świadomością tej odpowiedzialności. Rozmówców potraktowała z szacunkiem i delikatnością, sama usuwając się w cień, choć nadal pozostając obecną w języku i formie.

Opowiedziane w Błocie słodszym niż miód historie mrożą krew w żyłach. W żadnym miejscu nie ma dokładnego opisu tortur czy bicia, a mimo to poziom okrucieństwa do jakiego zdolni są ludzie poraża. Często brzmią jak absurdalne baśnie, zbyt okrutne by mogły być prawdziwe.

Jeszcze teraz, gdy się do mnie zwraca, nachyla się bardzo blisko i szepcze mi do ucha, żeby nikt nie słyszał.

Wyrok można było dostać za najdrobniejsze przewiny – za nucenie włoskich piosenek, za narzekanie na twardy chleb, za chwalenie niemieckich piłkarzy. Razem z Tobą cierpiała Twoja rodzina, bo obowiązywała odpowiedzialność zbiorowa. Bycie członkiem partii czy nawet wysoko postawionym urzędnikiem w żaden sposób nie chroniło przed opresją. Więzienia były pełne partyjnych (którzy często byli przekonani, że to tylko test ich lojalności).

Niemożliwość decydowania o swojej przyszłości, brak mięsa na obiad, bieda – to była codzienność. Do tego strach przed informatorami Sigurimi (odpowiednika polskiego UB), bycie pod nieustanną obserwacją, obawa przed zesłaniem czy więzieniem. Albumy z „pięknymi papierkami” – kolorowymi śmieciami, które docierały do Albanii z zewnątrz – to za mało by osłodzić taką szarość dnia.

(…) Do końca życia będzie już tak szeptał. Nigdy nie podniesie głosu, nie krzyknie. Tylko to mu zostało, ten szept. Musi szeptać żeby się nie bać.

Jednak nie wszystkie historie w Błocie słodszym niż miód mówią o okrucieństwie systemu. W reportażu przeczytamy także o tym, co w Albanii dawało największą wolność – o przyjaźni. Te opowieści przynoszą pokrzepienie i wiarę w człowieczeństwo w obliczu nieludzkiego systemu.

Autorka wspominała w wywiadach, że historie opowiadane przez bohaterów reportażu nawet dla samych Albańczyków, którzy pomagali jej przy spisywaniu wywiadów, czy dla najbliższych ofiar brzmiały często nieprawdopodobnie. Młodzi wyrośli w micie albańskiej modernizacji nie dowierzali temu, czego dowiadywali się za sprawą rozmów prowadzonych przez Rejmer. Jednak, po sprawdzeniu w dostępnych źródłach, opowieści okazywały się prawdą.

Trauma w narodzie pozostała. Ktoś był ofiarą, ale ktoś też był sprawcą – wykonawcą wyroku, donosicielem, urzędnikiem, funkcjonariuszem. Przemiany ustrojowe nie przyniosły rozliczenia winnych. Życie potoczyło się dalej, przynosząc wszystkim całą masę rozczarowań. Jakich? O tym nie dowiemy się ze stron książki – wspomniane gdzieniegdzie korupcja, quasi-wojna domowa z 1997 roku, drapieżny kapitalizm, bezrobocie – nie dają pełnego obrazu Albanii.

Potwornym historiom brak punktu odniesienia, jakim byłyby opowieści młodych o współczesnej Albanii, czy też punkt widzenia katów. Dlatego pozostają opowieściami z innego świata, koszmarnymi baśniami o sile ludzkiego okrucieństwa, ale i świadectwem potęgi ludzkiego przetrwania.

Do porównania

O tym, że irański Savak miał podobne metody działania do albańskiego Sigurimi możecie dowiedzieć się z fascynującego reportażu Ryszarda Kapuścińskiego Szachinszach przedstawiającego panowanie i upadek szacha Iranu Mohammeda Rezy Pahlaviego oraz nastanie rewolucji islamskiej z ajatollahem Chomeinim na czele.

Jak trudno rozliczyć zbrodniarzy i dać głos ofiarom reżimu opowiada zaś dokument Joshuy Oppenheimera, który zasłynął głośną Sceną zbrodni z 2012 roku o okropnych zbrodniach w Indonezji. Scena ciszy (2014) pokazuje, że rodziny ofiar niechętnie rozmawiają o swoich przeżyciach, boją się, nie chcą by ich historie były przypominane. Na domiar złego sprawcy, mimo zmiany systemy, pozostają przy władzy.

Anna Lipińska, @PoProstuAnia
Redakcja dziękuje wydawcy za egzemplarz do recenzji.

Małgorzata Rejmer, Błoto słodsze niż miód, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018.

Podziel się z innymi