Żołnierska zaledwie opowieść. “Bałkany” Grzegorza Kaliciaka

Wchodziłem w dorosłość wpatrując się w telewizyjne obrazki wojny, która działa się niedaleko. Na kontynencie, który miał doświadczyć „końca historii” i nie zaznać już nigdy konfliktów zbrojnych. Do dziś sięgam więc z zaciekawieniem po każdą prawie pozycję dotyczącą wojny na Bałkanach. Szkoda tylko, że w wypadku książki Grzegorza Kaliciaka Bałkany nasuwa się słowo „rozczarowanie”.

W żołnierskich słowach

Do lektury Bałkanów zachęca osoba autora. Grzegorz Kaliciak, wówczas w stopniu kapitana, to jeden z bohaterów i dowódców największej bitwy polskiego oręża od II wojny światowej – obrony ratusza w irackiej Karbali w 2004 r. Doświadczenie zagranicznych misji wojskowych pozwalało przypuszczać, że otrzymamy ciekawą opowieść o wojnie w byłej Jugosławii. Niestety przez większość książki czujemy się, jak podczas lektury wojskowych raportów. Jest treściwie, ale monotonnie. 

Kaliciak zebrał opowieści kilku osób, które uczestniczyły w misjach – od konfliktu w Chorwacji w pierwszej połowie lat 90., aż do trwających wciąż misji stabilizacyjnych w Bośni i Hercegowinie oraz w Kosowie. Przy czym jeden rozdział wyraźnie wybija się na tle reszty. I on jest w tej książce najważniejszy. 

Raporty z wojny

Oddając sprawiedliwość Kaliciakowi i autorom wspomnień, to nie jest tak, że poznajemy historie nudne. Są zajmujące. Pokazują nie tylko świat patroli wojskowych czy policyjnych, ale nakreślają też tło historyczne, społeczne i dzisiejszą sytuację w regionie. Dowiadujemy się również czegoś o sobie, bo mowa o czasach sprzed ostatnich parad wojskowych na warszawskich ulicach, sprzed Rosomaków i F-16 w polskiej armii:

Początek lat dziewięćdziesiątych XX wieku nie był dla armii polskiej czasem łatwym. Były to ostatnie lata obowiązkowej służby wojskowej. A służba zasadnicza kojarzyła się bardzo źle.

Ponadto:

To nie była pierwsza zagraniczna misja polskiej armii po 1989 roku, ale pierwsza operacyjna i o tak szerokiej skali obowiązków. Wcześniejsze wyjazdy miały charakter obserwacyjny lub logistyczny. W Jugosławii nasi żołnierze wystawiali i obsadzali posterunki, patrolowali rejony swoich działań, rozminowywali kraj, współdziałali z miejscowymi cywilami, władzami, armią i policją.

Podłoże konfliktu

Każdy z bohaterów stara się nam przybliżyć jak najlepiej miejsce i czas, w którym się znalazł. Pokazać, co było dla niego najważniejsze – czy to rosnące wpływy wahabickie w Bośni, czy też żmudne zbieranie policyjnych danych. We wszystkim pobrzmiewa wspólny mianownik, czyli brak optymizmu co do dalszej sytuacji, o czym choćby na przykładzie Bośni: 

głośno i odważnie powiedział […] dowódca EUFOR-u Austriak generał Anton Waldner podczas spotkania z zastępcą naczelnego dowódcy NATO na Europę generałem Jamesem Everardem. Wskazał na dwa najważniejsze zagrożenia: postępujące wpływy wahabickie i narastające nastroje nacjonalistyczne. Źródłem obu jest fatalna sytuacja gospodarcza Bośni i Hercegowiny.

To tylko przykład. Każdy ze wspominających wojskowych wskaże na inne kwestie dla niego ważne i pokusi się o swoją ocenę przyczyn wszystkiego, co się tam wydarzyło i własną wizję perspektyw na przyszłość. 

Historia ostatniego konfliktu na Bałkanach nie jest tematem dla mnie obcym. Jednak nie miałem w trakcie lektury poczucia nudy czy powtarzania wiadomości oczywistych. Tym czego mi zabrakło, było przede wszystkim spięcie tych wszystkich opowieści w spójną całość. Relacji było siedem; równie dobrze mogło być pięć, osiem czy cztery. Nadal nie miałbym przekonania, że autor, zbierając te opowieści, chciał powiedzieć mi coś szczególnego. 

Koszty misji

Z żołnierskich historii wyróżniała się opowieść Tomasza Nehringa, sapera podczas misji w Chorwacji. W jego relacji widać to, o czym zacznie się mówić głośno dopiero podczas późniejszych misji w Iraku i Afganistanie. Pierwszy raz widzimy, jakie są koszta misji wojskowych. Słyszymy o lęku, wyobcowaniu i trudnościach po powrocie do domu:

Sam sporo lat po powrocie unikałem trawy i miękkiego terenu. Wiedziałem, że nic mi tu nie grozi, ale nie lubiłem trawy i krzaków. Teraz to już minęło, ale i tak łapię się na tym, że gapię się w ziemię, gdy idę z psem na spacer.

Nehring ułożył sobie życie, ma nad nim kontrolę. Wielu po nim się to nigdy nie udało, o czym opowiadali choćby Magdalenie Rigamonti we znakomitej książce Straty. Żołnierze z Afganistanu 1Magdalena Rigamonti, Maksymilian Rigamonti, Straty. Żołnierze z Afganistanu, Wydawnictwo PWN, Warszawa 2015.

Samotność wdowy

W czerwcu 1994 od wybuchu miny giną kapitan Witold Kowalczyk i chorąży Wiesław Kuciński. Sprawa wstrząsa opinią publiczną i wojskiem. Jesteśmy jeszcze daleko przed tragicznymi informacjami o śmierci naszych żołnierzy w Iraku czy Afganistanie. W tym miejscu zaczyna się najważniejsza i najbardziej wstrząsająca część Bałkanów – opowieść wdowy po kapitanie Witoldzie.

Jej historia to zmaganie się z hierarchią wojskową i systemem, który w tamtym czasie nie był w ogóle przygotowany na śmierć żołnierzy. Brakowało instytucjonalnej sprawności, jak i zwykłych ludzkich odruchów. Zaczyna się choćby od tego, że wojsko nie potrafiło wtedy dopilnować tego, by rodzina o śmierci żołnierza nie dowiadywała się wcześniej z mediów. Potem zaś

[…] było coraz gorzej. Zaczęło się od sprawy z odszkodowaniem. Zwróciłam się o załatwienie sprawy do jednostki męża. Po jakimś czasie dostałam odpowiedź. Podano mi kwotę, a mnie wydała się ona jakaś mała […]. Nikt do końca nie wiedział, jak było to załatwiane, bo też w jednostce właściwie nic nie załatwiano. Wszystko odbyło się wyżej, na szczeblu ministerialnym. Nie było wtedy żadnego centrum weterana ani innej instytucji pomocowej dla żołnierzy wracających z misji i ich rodzin. Zarówno rodzina, jak i weterani byli zostawiani sami sobie i tylko zwykła życzliwość kolegów z jednostki, która nie była ich obowiązkiem służbowym, pozwalała zachować wiarę, że wojsku zależy na weteranach i ich rodzinach.

Ten fragment najlepiej w zasadzie podsumowuje drogę przez mękę, jaką przeszła pani Małgorzata. Od szoku po śmierci męża, poprzez walkę z urzędem, załamanie nerwowe, utratę środków do życia, aż po zdobycie niewielkiej emerytury. 

Dojmujące jest poczucie pozostawienia tych ludzi samym sobie. Tak jak pokazała to Magdalena Rigamonti, czy też Edyta Żemła, opisując sprawę rzekomej zbrodni wojennej w afgańskiej wiosce Nangar Khel2Edyta Żemła, Zdradzeni, Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2017. Wszystko to spina się niestety z uchwaleniem ustawy, która objęła pomocą weteranów (oraz ich rodziny), lecz tylko tych, którzy byli na misjach po lutym 1998 roku. 

Opowieść Małgorzaty Kowalczyk może nie tyle ratuje książkę Kaliciaka, co pozwala ją zapamiętać. To rozdział, który daje tej książce najwięcej wartości.

Piotr, @P_e_t_ar
Redakcja dziękuje wydawcy za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Grzegorz Kaliciak, Bałkany. Raport z polskich misji, Wydawnictwo Czarne, 2019.

Jeśli znajdziesz błąd w tekście, daj nam znać! Po prostu zaznacz ten fragment tekstu i wciśnij Ctrl+Enter.

Podziel się z innymi