Życie po katastrofie. “Sorge” Aleksandry Zielińskiej

Kiedy sięgałam po nową powieść Aleksandry Zielińskiej nie wiedziałam czego się spodziewać. Z jednej strony autorka, również ze względu na swój młody wiek, nadal jest umieszczana w kategorii „obiecująca”. Z drugiej zaś strony Sorge to już jej czwarta książka, a każda z poprzednich zdobyła nominację do ważnej nagrody literackiej (debiutancka powieść Przypadek Alicji do Nagrody Conrada, powieść Bura i Szał do Nagrody Literackiej im. Witolda Gombrowicza, zbiór opowiadań Kijanki i kretowiska do Nagrody Literackiej Gdynia) – jest więc Aleksandra Zielińska także pisarką doświadczoną i zauważoną. Co więcej, również Sorge powstało dzięki nagrodzie literackiej – Nagrodzie im. Adama Włodka – przyznawanej w formie stypendium. Już nie debiutantka, jeszcze nie uznana autorka. Do Sorge podeszłam więc z ostrożnością, ale i ciekawością.

Kobiety w żałobie

To, co otrzymałam przerosło moje oczekiwania. Sorge okazało się zaskakująco dojrzałą prozą o bardzo poważnych problemach. Trzy kobiety w różnym wieku, które połączyła strata i żałoba oraz pewien budynek – dla każdej ważny w inny sposób. Nie jest to jednak historia, jak można się spodziewać, o córce, matce i babce, przynajmniej nie w tej oczywistej konfiguracji. To opowieść o stracie, z którą ciężko sobie poradzić, bo tego braku nie można niczym zastąpić. Ot, wydarza się “trzask” i jasne, uporządkowane życie bohaterek nabiera ciemnych barw. Nic już nie będzie takie samo. Nie ma powrotu do czasu sprzed katastrofy.

Jestem pełna podziwu dla sposobu, w jaki udało się autorce Sorge oddać uczucia żałoby i poczucia winy. Nie będę ukrywać, nie czyta się tej opowieści z łatwością – jest ciężka od trudnych emocji. Pozwala nam jednak zajrzeć za zasłonę bólu, z którym wszystkie trzy bohaterki muszą się zmierzyć, i choć na chwilę wejść w ich skórę, współodczuwać. To niezwykła lekcja empatii, dotykająca najtrudniejszych tematów.

Przy tym każda z bohaterek ma w powieści swój osobny, charakterystyczny głos. Choć autorka postawiła na trzecioosobową narrację, to każdy rozdział przedstawia perspektywę innej bohaterki. Warto zwrócić uwagę na dopracowany sposób przeplatania się historii postaci. Czasem widzimy jedno zdarzenie z trzech punktów widzenia, innym razem historie następują po sobie, nadal stanowiąc swoje uzupełnienie.

Ma rację okładkowa rekomendacja Zyty Rudzkiej, zdarzają się tu naprawdę świetnie napisane fragmenty – Zielińska posługuje się językiem w bardzo sprawny sposób. Pisarka bywa ironiczna, zjadliwa, odważna, bawi się językiem. Jej proza jest ciężka od przygnębiających tematów, ale i zabawna w warstwie językowej. Jest to także bardzo kobieca literatura – w tym sensie, że dotyka kobiecego doświadczenia, czerpie z niego całymi garściami, jest blisko kobiecego ciała i odczuwania. To bardzo cielesna, niekiedy wręcz naturalistyczna powieść.

Proza małego miasta

Jest w tej książce także i czwarty główny bohater – miasteczko Boża Wola, z niemiecka nazywane Sorge. Pojawia się jako tło, ale autorka poświęca mu sporo uwagi, jemu i jego mieszkańcom. Jest sklep, szkoła, cmentarz, miasteczko jakich wiele. Autorka uchwyciła w Sorge istotę małomiasteczkowości. Czasem opisuje je patrząc złośliwym spojrzeniem, innym razem z czułością. Do miasteczka należy także tajemniczy stary budek – w przeszłości pełnił różne funkcje, dziś jest ruiną. Ten pałac nosi w sobie mroczną historię, ale ważniejsze jest to, czym stał się dla kobiet.

Nieuniknione spotkania między postaciami generują napięcie. Czytelnik wyczekuje ich wierząc, że przyniosą punkty zwrotne akcji. Jednak rozwiązania, których się spodziewa, nie następują. Od połowy książka robi się nieco monotonna. Gdyby historia utrzymała to napięcie i wiarygodność do końca byłaby to powieść w pełni spełniona. Tymczasem im bliżej końca, tym akcja coraz mniej wydaje się zmierzać do określonego celu – jakby autorka pisząc nie wiedziała dokąd ją doprowadzi. I na dobrą sprawę prowadzi donikąd. Zakończenie, na które zdecydowała się Zielińska, pochodzi z zupełnie innego, niż realistyczny, porządku. W innym wypadku być może nie uznałabym tego za zarzut, ale tutaj finał wydaje się być pójściem na łatwiznę. Szkoda, bo poziom wiarygodności psychologicznej postaci oraz językowej sprawności, jaki otrzymujemy w Sorge jest naprawdę wysokiej próby.

Pozostaje życzyć, by następna powieść, za jaką weźmie się Aleksandra Zielińska, miała określone ramy gatunkowe (może modnego ostatnio domestic noir?). Dzięki temu pisarka skupi się bardziej na sprawnym poprowadzeniu akcji, bo chyba tylko tego jej brakuje by wystąpić z grona pisarzy „dobrze zapowiadających się”. Chylę czoła przed talentem, ale w przyszłości liczę na więcej.

Anna Lipińska, @PoProstuAnia
Redakcja dziękuje wydawcy za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Aleksandra Zielińska, Sorge, Wydawnictwo W.A.B, 2019.

 

Jeśli znajdziesz błąd w tekście, daj nam znać! Po prostu zaznacz ten fragment tekstu i wciśnij Ctrl+Enter.

Podziel się z innymi