W jakich kwestiach myliła się Hannah Arendt?

Kochanka nazisty atakuje Żydów

Ostatnio część środowisk prawicowych jest skłonna wypominać Żydom ich rzekomy współudział w Holokauście. Na ogół przywołuje się książkę Hannah Arendt “Eichmann w Jerozolimie”, w której filozofka krytycznie ocenia rolę administracji żydowskiej w gettach (tzw. Judenraty). Stwierdza między innymi, że powstanie żydowskie byłoby lepszą odpowiedzią na działania nazistów niż bierne wykonywanie poleceń.

W Polsce opinia o pasywności Żydów w obliczu Zagłady pełni rolę wygodnej wymówki dla  narodowych narcystów. Rozumowanie jest mniej więcej takie: “skoro Żydzi nic nie robili w obliczu Zagłady to nie mają prawa nas krytykować za naszą bierność, za polskie donosicielstwo, mordowanie Żydów czy antysemityzm”. Jednym słowem, jak zwykle, byliśmy idealni, wszystko co złe, to inni.

Co ciekawe, tego typu wymówki nie są niczym nowym. Jak twierdzi Adam Puławski, historyk, którego chce się ostatnio pozbyć lubelski IPN za stawianie niewygodnych dla narodu pytań, pojawiało się ono także także w podziemiu AK. Podczas akcji likwidacji getta warszawskiego w 1942 roku publicysta podziemnych “Wiadomości Polskich” pisał, że Żydzi współpracują w eksterminacji własnego narodu. Budowano w ten sposób opozycje między bohaterskim narodem polskim a biernym narodem żydowskim.

Niestety nazwisko Arendt jest przywoływane bez zrozumienia kontekstu i w sposób zupełnie bezkrytyczny. Rozumowanie jest tu takie: jeśli tak mówi znana filozof to musi to być słuszne. Uważa się też pewnie, że skoro tak mówi Żydówka Arendt, to jest to pogląd akceptowany przez Żydów. Innymi słowy: Żydzi się czepiają, Żydzi nas szkalują i atakują, a sami między sobą mówią to samo.

Tymczasem opinia Hannah Arendt nie jest ani słuszna ani oczywista. W chwili publikacji w 1963 roku jej książka wywołała fale kontrowersji i nieprzychylnych, wręcz wściekłych, komentarzy. ”Nienawidząca samej siebie Żydówka opublikowała reportaż broniący Eichmanna” – taki tytuł nadała jedna z żydowskich gazet recenzji reportażu Arendt. Znany filozof Gershom Scholem zerwał swoje stosunki z pisarką. Krytycy uważali, że książka broni Eichmanna i potępia Żydów, a więc staje po stronie nazistów. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że Arendt była w młodości zakochana w Martinie Heideggerze, który w latach 30-tych uległ fascynacji nazizmem. Można więc nieco sensacyjnie powiedzieć, że kochanka nazisty zaatakowała Żydów.

Dlaczego poglądy Arendt wzbudziły takie kontrowersje? Dlaczego wielu historyków poddało je krytyce?

Judenraty nic nie zmieniły

Zdaniem Arendt udział administracji żydowskiej – Judenratów, był konieczny dla przeprowadzenia Zagłady przez nazistów. Administracja żydowska ułatwiła Żydom życie. Tymczasem, jak dowodzi jeden z krytyków – Lionel Abel – nie jest to argument trafny. Wystarczy spojrzeć jak wyglądała eksterminacja Żydów w Rosji. Żydzi rosyjscy nie mieli żadnych organizacji społecznych, żadnego samorządu. Wszelkie niezależne od władzy organizacje zostały bowiem zlikwidowane przez komunistów. Nie było więc żadnych Judenratów. Czy zapobiegło to Zagładzie? Oczywiście nie. Naziści wymordowali 500 000 Żydów. Generał SS Erich Von Dem Bach stwierdził nawet, że brak organów administracyjnych Żydów ułatwił ich mordowanie.

Na terenie Polski organizacje żydowskie istniały przed 1939 rokiem, zamiast je likwidować naziści je wykorzystali. Nie miało to jednak znaczenia dla końcowego efektu. Tak czy owak Żydzi by zginęli. Trudno powiedzieć dlaczego, zdaniem Arendt, śmierć w powstaniu miałaby być lepsza od śmierci w komorze gazowej? Jak ujął to inny krytyk: mordercy zaatakowali bezbronnych i wymordowali większość z nich. Co można powiedzieć więcej?

Racjonalne przesłanki do współpracy

Istotne jest także to, że w 1939 roku, gdy do Polski wkroczyli Niemcy istniały racjonalne podstawy dla współpracy Żydów z nazistami. Decyzje o całkowitej eksterminacji Żydów podjęto dopiero w 1942 roku. Do tego czasu Żydzi nie wiedzieli co ich czeka. Wybór masowego powstania nie byłby więc decyzją racjonalną. Doprowadziłby do natychmiastowej zagłady całej ludności żydowskiej w sytuacji gdy nie było wiadomo, jakie są plany nazistów. Zamiast ginąć od razu na skutek powstania bardziej racjonalne było wyczekiwanie na koniec wojny, cierpliwe znoszenie kolejnych represji i upokorzeń. Uzasadnione było przekonanie, że przynajmniej część ludzi ocaleje.

W 1942 istniały już informacje o tym, co dzieje się z ludźmi przewożonymi do obozów. Wtedy można już było mówić o powstaniu i były grupy Żydów, które chciały walczyć zamiast współpracować. W końcu zresztą doszło do powstania w getcie w Warszawie.

Nawet wtedy jednak decyzja o powstaniu nie musiała wydawać się najbardziej racjonalna. Czasem przywołuje się Chaima Rumkowskiego, przywódcę łódzkiego getta. Rumkowski jest przez wielu potępiany za swoje brutalne zarządzenie gettem. Nazywa się go kolaborantem. Warto jednak pamiętać, że na skutek strategii Rumkowskiego getto łódzkie dotrwało aż do 1944 roku. Naziści zlikwidowali je dopiero w sierpniu 1944, a więc kilka miesięcy przed wyzwoleniem Łodzi. Gdyby wojna zakończyła się dosłownie kilka miesięcy wcześniej niż się zakończyła taktyka Rumkowskiego ocaliłby dużą ilość ludzi. Udałoby się ocalić aż 70 000 Żydów, czyli więcej niż przetrwało ukrywając się wśród Polaków.

Sytuacje Żydów pod okupacją można porównać do sytuacji osoby terroryzowanej przez bandytę. Bandzior grozi: zabij przyjaciela albo giń! W tej sytuacji wiele osób, być może większość, wybierze zabójstwo przyjaciela. Właśnie takie decyzje podjęli przywódcy organizacji żydowskich. Czy faktycznie jednak możemy ich potępiać za tego rodzaju decyzje? Czy my sami w takiej sytuacji zachowalibyśmy się inaczej?

T. K. Neuropkin, @neuropek

W oparciu o:
http://www.bu.edu/partisanreview/books/PR1963V30N2/HTML/files/assets/basic-html/index.html#211
http://www.bu.edu/partisanreview/books/PR1964V31N2/HTML/files/assets/basic-html/index.html#253
https://www.dissentmagazine.org/wp-content/files_mf/1390334198d9Ezra.pdf

5 (100%) 1 vote