Mniej znaczy więcej

W ramach literackiego postanowienia na 2018 r. postanowiłem pójść pod prąd i przede wszystkim przeczytać… mniej książek. W tym roku przeczytałem ich prawie 90, co przy obłożeniu obowiązkami zawodowymi i małym dziecku w domu było chyba absolutnym maksimum tego, ile mogłem przeczytać.

Było tego jednak za dużo. Z jednej strony brak w domu największego ze złodziei czasu, czyli telewizora i maleństwo chodzące spać w porze pozwalającej na wieczorną lekturę pozwalały na połykanie kolejnych tomów. Z drugiej strony dociera do mnie, że odbywa się to kosztem czasu na wszelakie rzeczy, które można wrzucić do worka z napisem „kultura”.

Nie to jednak jest problem zasadniczy. Czytam otóż głównie reportaże i książki historyczne, które po lekturze wymagają namysłu i analizy wniosków. Na to jednak brakuje czasu, gdy odkładając książkę / wracając do głównego menu czytnika, od razu sięga się po kolejną/otwiera nowy plik. Patrzę więc na to, co przeczytałem w 2017 r. i zdumiewa mnie niemalże, jakie wartościowe rzeczy czytałem, a na co dzień nie potrafię wrócić do nich pamięcią.

Postanawiam więc dać sobie po książce chwilę oddechu i podumania.

No chyba że to jakaś literacka konfekcja dla zrelaksowania czytana.

Postanawiam też zwolnić z nabywaniem nowości. Dojrzałem chyba do akceptacji smutnej prawdy, że nie da się przeczytać wszystkiego, co się wydaje, a co człowieka interesuje. Spojrzałem na półki w domu/pliki w czytniku i znalazłem tam mnóstwo rzeczy czekających cierpliwie od dawna na swoją kolej. Doczekają się.

Życzę więc sobie wytrwałości w postanowieniach na 2018 r.

Piotr, @p_e_t_ar